Nie rozumiem przewijającego się w wypowiedziach różnych osób argumentu, że księdza gwałciciela nie można pozwać w trybie cywilnym o odszkodowanie dla ofiary kilkunastomiesięcznego gwałcenia, bo przecież „jest księdzem” i nie ma żadnych dochodów.
Przecież to argument w stylu „nie mogę pójść do więzienia, bo wieczorami chodzę na basen”. Taki osobnik, sprawca przestępstwa, jest równoprawnym obywatelem tego kraju. I gdyby sąd zasądził od niego odszkodowanie, to najwyżej by taki przestępca do końca życia łupał kamienienie brukowe za parę groszy (gdyby niczego innego nie umiał), mieszkał w baraku i wszystkie dochody przeznaczał na odszkodowanie. Nawet może łupać w koloratce, jeśli ma ochotę. Ale na nową go nie będzie stać.
Na razie sąd apelacyjny odroczył wyrok w sprawie odszkodowania od kościoła dla ofiary tego przestępstwa. Wyrok ma być ogłoszony 2 października 2018 roku.
[Przeczytanie artykułu wymaga wykupionego dostępu do portalu http://wyborcza.pl.]
